Leap Motion – unboxing, pierwsze wrażenia

Nie, żartuję, nie będzie żadnego unboxingu – przesyłka dociera w kopercie FedEx, w eleganckim pudełku firmowym, owiniętym kawałkiem elastycznej gąbki przewiązanej różową recepturką. Prosto z San Francisco, California.

Pudełko kryje bardzo apple’owskie w duchu wnętrze – szare kabelki, instrukcje na kredowym papierze i sam srebrno-błyszcząco-obły Leap Motion, spoczywający na cienkiej plastikowej wytłoczce, nakrytej kartonikiem z napisem Welcome to a whole new world. Whoa.

Wygląda to tak:

Rejestracja w sklepie (przestrzeni?) AirSpace przebiega tak szybko i bezproblemowo, że pytanie: „Zaraz, jakie AirSpace?” zadajemy sobie dopiero po fakcie. Tak, Leap Motion działa w specjalizowanym środowisku (frameworku?), o nazwie AirSpace, które z poziomu systemu operacyjnego widoczne jest jako aplikacja:

Leap Motion - Airspace Home

Wrażenie jest więc nieco podobne do takiego, jakie ma się po uruchomieniu emulatora innego komputera – choć emulatory nie mają w zwyczaju wyrzucania użytkownika co i rusz do przeglądarki: AirSpace Store jest po prostu serwisem WWW, bardzo ładnie zaprojektowanym i wysoce intuicyjnym. Jako serwis działający na przeładowaniach działającym jednak z szybkością, no właśnie, serwisu opartego na przeładowaniach. Nie to jest oczywiście najistotniejsze, tylko szeroki wybór aplikacji, a jest ich bez mała siedemdziesiąt siedem. W tym pięćdziesiąt siedem dla systemu Windows. W tym dwanaście darmowych. Właściwie trudno to nazwać szerokim wyborem; nawet jeżeli premiera urządzenia i otwarcie sklepu miały miejsce wczoraj.

Do rzeczy

Wprowadzająca, treningowa aplikacja zaczyna się naprawdę dobrze: wzbudzane ruchami palców w powietrzu snopy płonących cząstek robią wrażenie i zaostrzają apetyt.

Niestety.

Już trzecia sekcja zwiastuje problem: schematyczny model dłoni na ekranie, odwzorowujący ruchy wykonywane nad czujnikiem, co i rusz traci któryś z palców. Punktowy detektor ruchu w trójwymiarowej przestrzeni wykrywa oczywiście tylko te elementy, które nie są przysłonięte. Działa doskonale, dopóki dłonie ułożone są jak do gry na pianinie – przestaje działać przy naturalnym ułożeniu. Bezbłędnie wykrywa rozcapierzone palce, ale zupełnie nie rozpoznaje gestów. Ostatnia odsłona samouczka, trening dotykania niewidzialnej powierzchni, straszy już nie na żarty: próby trafienia odpowiednio drobnym gestem w niewidzialną płaszczyznę – co w Leap Motion jest metaforą kliknięcia – szybko okazują się nie tyle ćwiczeniem, co grą na poziomie hard.

Happy endu nie ma. Przetestowałem prawie wszystkie darmowe aplikacje (w tym Corel Painter Freestyle, Flocking i gry Shimsham czy Cut the Rope); w żadnej z nich nie sposób używać kontrolera efektywnie, w większości bardzo trudne jest wykonanie nawet podstawowych zadań. Nie wierzcie w ten film, takich rzeczy nie da się zrobić:

Ostatecznym ciosem była próba użycia Leap Motion w roli kontrolera systemowego, zastępującego myszkę. Naprawdę: lepiej nie próbować. Bez nadmiernego znęcania się powiedzmy jasno: Leap Motion po prostu nie działa – a już na pewno nie działa w sposób, którego oczekiwalibyśmy po urządzeniu wyciągniętym z takiego opakowania. To jest produkt we wczesnej fazie alfa, i to pomimo uzasadnianego troską o jakość przesunięcia premiery o ponad trzy miesiące.

Co poszło nie tak?

Kibicuję projektowi od dawna, moje odczucia są więc subiektywne tym bardziej, że miałem jakieś własne wyobrażenie tego, czym Leap Motion będzie – a wyobrażałem go sobie jako nowy rodzaj interfejsu wejścia, o charakterystyce UX zbliżonej do współczesnych ekranów dotykowych. Tylko bez ekranu, za to w trzech wymiarach.

Przyjęty przez Leap Motion model biznesowy wydaje się z tej perspektywy stać na głowie: własne sklepy z aplikacjami mają systemy operacyjne czy platformy sprzętowe, nie interfejsy wejścia. Nawet Guitar Hero. Dlaczego miałbym uczyć się nowego sposobu interakcji, jeżeli mogę go wykorzystać w zaledwie kilkudziesięciu aplikacjach, z których większość wymaga zakupu? W dodatku: w oknie systemowym wykorzystywanego na co dzień środowiska pracy. To mogłoby się ostatecznie udać, ale Leap Motion musiałby być rewolucją co najmniej na miarę Siri. Tymczasem daleko mu nawet do Segwaya.

Shimsham - gra na Leap Motion

I to właśnie jest drugi i jeszcze poważniejszy problem: cele, jakie postawili przed sobą projektanci Leap Motion, były moim zdaniem nadmiernie ambitne. Postanowili opracować urządzenie określające pozycje dziesięciu palców z dokładnością do 2mm – i opracowali urządzenie, które w sprzyjających warunkach określa te pozycje z taką właśnie dokładnością. Niestety, najbardziej wiarygodnym scenariuszem użycia komputera w sposób wymagający określenia dokładnej pozycji dziesięciu palców pozostaje symulator fortepianu. W rzeczywistości najważniejsza jest więc logika przekładająca poszczególne sekwencje ułożenia i wzajemnego położenia dłoni na zachowania wskaźnika widocznego na ekranie; znacznie większą wartość ma przy tym algorytm rozpoznający trafnie trzy czy cztery proste gesty niż taki, który przy znacznie większych teoretycznych możliwościach zwyczajnie zawodzi w praktyce.

Czy Leap Motion ma jakieś szanse?

Dlaczego nie. Jeżeli – a wiele na to wskazuje – deweloperzy przystosowujący swoje oprogramowanie do Leap Motion mają możliwość samodzielnego definiowania reakcji, to ktoś może opracować taki model interakcji, który stanie się podstawą naturalnego standardu. O ile tylko zdąży to zrobić zanim detektory powędrują do pudełek, a pudełka do szuflad. I o ile na przeszkodzie nie staną jakieś niskopoziomowe cechy techniczne.

Póki co Leap Motion nie jest interfejsem, a jedynie urządzeniem, którego nikomu – nie wyłączając twórców – nie udało się oprogramować w sposób pozwalający myśleć o nim jako o czymś więcej niż tylko wartym $79.99 (+ shipping $7.99) gadżecie, który znacznie lepiej wygląda niż działa. Szkoda, liczyłem na więcej.

AUTOR

Kordian Piotr Klecha - projektant serwisów od 1998, 2008-2014 w WP.pl więcej  »


ARCHIWA


KATEGORIE